Witajcie. Sorka, że znowu długo nie pisałem. Za dużo roboty. No więc, w środę miałem dzień sportu. Była to całkowita i zupełna porażka. Najpierw robiłem trójskok. O tym nawet nie będę pisał… Był to masywny żart. Nawet nie wiem o co w tym chodzi- nawet nie próbowałem. Wyglądało to tak: *bieg, bieg, skok* “Ał, nie poszło. Następnym razem będzie lepiej.” xD Potem skok w dal. Mogliśmy zrobić to 3 razy. Najpierw wszyscy skakali na próbę- ale to tylko próba, walić bezpieczeństwo ludzi, najlepiej niech sobie nogi połamią. No i ja prawie to zrobiłem. Później beznadziejnie poszło mi, bo byłem w zbyt wielkim bólu aby koncentrować się na skokach.

Po przerwie mieliśmy 1500 metrów. Przebiegłem dwa okrążenia z 4, i pomimo że laska od WFu kazała mi biec wcześniej niż inni bo jestem powolny (za rok może się wypchać jak ma traktować każdego inaczej -.-), to i tak skończyłem ostatni. No i te ostatnie dwa okrążenia z buta poszłem, spacerkiem. Nie wiem czy zrobiłem tak z nienawiści do klasy (robiliśmy to w klasach), stresu na nauczycielkę, czy że ogółem mi się nie chciało. I jak wróciłem usiąść, to przekonałem się jaka moja klasa jest fałszywa. Ciągle mnie chwalili… WTF? Totalnie zawaliłem , a tak świetnie mi poszło. Paranoja. Ale było fajnie, przesiedziałem 3 godziny i śmiałem się ze znajomymi. Jestem zadowolony.

Wieczorem znowu miałem oskary. Nie wiem dlaczego wszyscy traktują to tak poważnie, jak ty tylko w pełni skopiowana dziecińska zabawa. Ale i tak jestem zadowolony. Wygrałem jednego za osiągnięcia w informatyce. Wow, coś w czym jestem dobry. Potem dostałem 6 nominacji. Irytuje mnie jak zwykle to, że wychodzę na osobę ktora nie widzi świata poza nauką.

W domu też kilka problemów- oczywiście z mamą. Nienawidzę być traktowany jak gówno. Gdy ona chce coś powiedzieć, to tylko ona się liczy. Jak ja chcę coś powiedzieć, to już “skończ”, “wyjdź” i tak dalej. OK, nie chcę mi się was zanudzać moimi problemami, a muszę jeszcze napisać na Tumblrze.