Blog polskiego 13-latka żyjącego w UK
EW: Dzień 4
Poranek: Badziewny! Przez cały czas musiałem nosić tanie spodnie dresowe Umbro. Na początku gadali do nas, dzielili nas itd. Sprawy organizacyjne… Potem wspinaliśmy się po ściance, pół godziny gadania, wspinamy się i schodzimy, i koniec. Po tym była przerwa. Potem pływaliśmy w kanoo, nie było tak zle jak wspinaczka. Na koniec poranka był lunch na którym ludzie byli nadzwyczaj mili, bardzo dziwnie.
Popołudnie: Najpierw były niskie liny (WTF?). Najpierw jakieś 20 minut uczenia, i potem piekło się zaczeło, konkurs. Najpierw musieliśmy balansować na jednej, około metrowej linii, 30cm nad ziemią. Potem linia, 7-10 metrów i nad nią kolejna której się trzymaliśmy. Niestety musieliśmy trzymać kubek z wodą i to w ZĘBACH! Woda ciągle chlapała mi w twarz, a jak doszłem to była siatka, pod którą z tą wodą musieliśmy przejść. Najpierw nie mogłem pod nią wejść, bo byłem już zbyt zmęczony. Potem jak weszłem pod to, to tam nie była ziemia. Było BŁOTO! Potem moja ulubiona bluza ufajdana błotem, i wógóle cały byłem ufajdany błotem. Wody wlaliśmy do butelki mniej niż inna drużyna, i te całe ufajdanie się na marnę poszło. Potem była orientacja w terenie. Musiliśmy znajdować punkty. Ja w tym czasie jak reszta mojej drużyny biegała, to pisałem na Twitterze, i ogółem siedziałem na necie i udawałem że mnie noga boli :P Co się będę męczył? Na koniec tego całego gówna, było rozwiązywanie problemów. Jakieś tam głupie gierki, których nawet nie chce mi się opisywać/nie pamiętam. Więc to by było na tyle na przedostatni dzień tego badziewia zwanego enrichment week. Nara.
| Drukuj artykuł | Ten wpis został napisany przez 96th na 12 marca 2009 o 18:50, i jest w kategorii Stary system kategorii. Podążaj za odpowiedziami do tego wpisu przez RSS 2.0. Możesz przejść do końca i napisać komentarz. Nie możesz teraz pingować. |







